Kochanie, wiem o mojej chorobie i czuję, że niewiele życia mi już zostało. Postanowiłam więc napisać ten list, dla Ciebie, jako dowód mojej miłości.
Pamiętasz jak w raju mnie unikałeś? Jak denerwowałam Cię samą moją obecnością? Jakie trudne było dla Ciebie zrozumienie mnie i moich dziwactw?
Ale Ci się udało.
Byliśmy razem całe życie i za to jestem Ci wdzięczna i proszę, nie smuć się, kiedy odejdę, bo zostaną po mnie wspomnienia, które na zawsze będą żyć w Twoim sercu o ile będziesz chciał.
Chciałabym jeszcze raz zobaczyć zachód słońca, chciałabym zobaczyć jak nasze dzieci dorastają, chcę jeszcze raz ujrzeć kropelki rosy spływające rano po liściach bananowca, jest tle rzeczy, które chciałabym zrobić, zobaczyć, usłyszeć, ale to nie jest możliwe. Bóg dał mi określoną ilość czasu i jestem mu wdzięczna, że nie dał mi go mniej.
Zastanawiam się czy to będzie bolało, czy po prostu zamknę oczy tylko po to by ich już nie otworzyć. Przed nami nikt nie umierał ale oczywiście wiemy co to znaczy. Wiemy, bo Pan obdarzył nas wiedzą, kiedy zgrzeszyłam.
Zapamiętaj mnie, proszę, taką jaka byłam, gdy zdrowie mi dopisywało. Mam nadzieję, ze pożyjesz jeszcze długo i to wspomnienie będzie w Twoim sercu aż do końca, bo ten niestety nadejdzie również dla Ciebie.
Nie smuć się, ponieważ kiedyś się jeszcze spotkamy.
Więc nie piszę żegnaj.
Do zobaczenia, Adamie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz