Praca, polowanie i utrzymywanie domu w stanie, który pozwalałby żyć w nim w miarę wygodnie... to wszystko było trudne do wykonania a przecież byliśmy sami.
Dlatego często wieczorami wspinałam się na wzgórze nieopodal domu i oglądałam zachody słońca. Do końca swojego życia uważałam, że zachody słońca są pełne magii i tajemnic. Lubiłam patzreć jak ten czerwony olbrzym leniwie chowa się za horyzont by ustąpić miejsca srebrnej kuli Księżycowi. Wtedy Adam wołał, abym wróciła do domu, bo robi się zimno.
I zawsze wracałam. Dzień w dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz